Vegeluv w Portugalii

W naszym pięknym kraju wieje i mrozi tak, że od tygodnia niestety choruję. Ma to swoje pozytywne strony, piję litry pysznego mleka owsianego z pastą z kurkumy i mam czas wrócić do upalnych wspomnień z Portugalii. Może i Wam przyda się mała galeria zdjęć z tego pięknego kraju, który mnie uwiódł.

Portugalia jest wspaniała i nienachalna zarazem, nic w niej nie krzyczy, a przytłacza tylko ogrom żywiołu. To zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc na ziemi, idealne połączenie oceanu, słońca, ciepła, wiatru, pysznego jedzenia i oczywiście melancholijnej muzyki.

U nas październik, a ja rozkoszowałam się soczystymi warzywami i przesłodkimi melonami, arbuzami i figami 🙂 Jak się okazuje w wielu miejscach można też zjeść pełen wegański posiłek i nawet nie trzeba specjalnie się „za tym” nachodzić.

W Aveiro, uroczej niewielkiej miejscowości, zupełnie przez przypadek natrafiliśmy na makrobiotycznką knajpkę Ki Macrobiotico , prowadzoną przed dwie sympatyczne kobiety (obie w zaawansowanej ciąży :)), gdzie zjedliśmy pyszny lunch z soczewicą, dynią, quinoa i pasującymi do nich kiszonkami. Jedna z właścicielek „ukradła” nam też na czas jedzenia Tadzia – połykaliśmy obiad w spokoju, a Tadek robił furorę przy sąsiednim stoliku.

W Lizbonie i Porto można za to w cenie, która nie zrujnuje całkowicie podróżnego portfela skosztować kuchni najlepszego szefa kuchni w Portugalii Jose Avilleza . Jose ma kilka restauracji, w tym pizzerię i kawiarnię i gotuje obłędnie, co zresztą zostało nagrodzone gwiazdkami Michellin. W Cantinho do Avillez w Lizbonie, gdzie jedliśmy, jest pełnoprawna karta z daniami wegetariańskimi / wegańskimi. Ja zachwycałam się ceviche z buraka z musem z dojrzałego avodaco i rozpływającym się w ustach warzywnym tażinem z pomarańczowym kuskusem. To była prawdziwa uczta!

W wielkim mieście, jak wiadomo, łatwiej o szeroki wybór, ale Portugalia potrafi zaskoczyć też w surferskiej wiosce, po sezonie. Jedna z takich miejscowości – Carrapateira – ku mojemu zdziwieniu – zaoferowała nam bezglutenową, wegańską knajpkę – pizzerię (z opcjami również dla wegetarian), prowadzoną przez niemieckich hipisów ;). Sprawnie, smacznie i miło – mogę polecić również to miejsce o wdzięcznej nazwie Trigo Vermelho.

Jak widać jest co zjeść, jest też czym zachwycać oko. Ja też przejrzę jeszcze raz, gdy za oknem wicher dmie. Dobrego vege-dnia!