Dom w Lebiedziach

Lebiedzie wiosną 2016

To już praktycznie finisz. O ile można obwieścić koniec prac związanych z domem i ogrodem :). Dom w środku nadaje się do mieszkania, prace nad poddaszem prawie na ukończeniu. Jest cudownie. Inauguracją była kolacja wigilijna 2015 – magiczna, inna niż wszystkie, z pierogami, barszczem i kapustą podgrzewaną na kuchni. Wszystkie piece grały, drwa trzaskały, miejsce prawdziwie ożyło.
Trochę się od tego czasu zmieniło, przede wszystkim pojawił się Tadek. Z jednej strony jego mała osóbka motywuje, aby częściej wyjeżdżać na wieś, pooddychać świeżym powietrzem i posłuchać ptasich treli, z drugiej jest cudownie absorbujący, jak każdy niemowlak, dlatego nasze prace w domu i ogrodzie przypadają teraz głównie na czas jego drzemek.
Marzenia się spełniają – Lebiedzie wyglądają teraz mniej więcej tak:

This slideshow requires JavaScript.

Aktualizacja z końca sierpnia 2014 roku.

Lebiedzie przeszły transformację totalną. W rękach najlepszego stolarza pod słońcem – Franka – dom zyskał nową młodość. Zresztą spójrzcie sami. Franek – oprócz stolarstwa rzeźbi – jego prace możecie zobaczyć na tej stronie http://ftpytel.jimdo.com/. Drewno w jego rękach dosłownie ożywa. Dom ma nową szatę i dodatkowo piękny dach z dwoma oknami.

Z kolejnych dobrych wieści okazało się, że mimo, iż został zbudowany około 150 lat temu (!) będzie można używać piecy i kuchni. Komin już oczyszczony. Mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie dane mi będzie rozpalić pod kuchnią!

Ogrodowe prace porządkowe trwają. Wśród starych drzew pojawiły się: karłowata wierzba, malwy, kaliny i liliowce. Nowe drzewka owocowe też mają się coraz lepiej. Wspaniale!

Przyszły sezon zapowiada się baaaardzooo pracowicie – zostało jeszcze tyle pracy. Przyjemnej i inspirującej zarazem.

Oto galeria:

This slideshow requires JavaScript.

Kilka słów o moim miejscu na ziemi

Czekając, aż wszystko będzie dopięte na ostatni guzik – nigdy bym nie zaczęła. Dlatego zaczynam ot tak – po prostu, właśnie dziś.

Od pewnego czasu moją kolejną (po wegańskim gotowaniu i jeździectwie) pasją jest szeroko – rozumiane DIY – w postaci renowacji stuletniego domu na Lebiedziach.

Zaczęło się bardzo niewinnie od pomysłu „posprzątania” starych gratów w tym domu i zabrania wszystkich wartościowych, bądź ciekawych przedmiotów. Na czym się skończy??? Tego nie wie nikt 🙂

Jak na razie każde kolejne podejście to zarazem ekscytacja, ciężka praca, świadomość odkrywania i ratowania przeszłości od zapomnienia, zwątpienie, zmęczenie, nowe umiejętności i dużo zabawy. Słowem wszystkiego po trochu. Tak wyglądało Vegeluvove lato.

Może Was zainteresuje, może zainspiruje.

Zaczynam od małej galerii domu.

This slideshow requires JavaScript.

Kontynuuję galerią okolicy.

This slideshow requires JavaScript.

A oto, co można jeść „w plenerze” 🙂

This slideshow requires JavaScript.

 

 

17 thoughts on “Dom w Lebiedziach

  1. Jestem pierwszy raz na Waszym blogu, ciekawa jestem jak idzie praca? Czy święta spędzaliście w tym domu? Jestem tylko wegetarianką / narazie nie veganką/ od ponad 30-tu lat. Z przyjemnością przeczytałam przepisy. Będę zaglądała do Was, na blogu. Pozdrawiam serdecznie ludzi z duszą – Małgorzata

    1. I dla Ciebie również pozdrowienia noworoczne!!! Pysznego i zdrowego roku.
      Z dalszymi pracami w Lebiedziach czekamy na wiosnę, a na razie powstaje plan jak się do tego zabrać. 🙂

  2. to takie miejsce w ktorym nigdy nie bylam, do ktorego mnie przyciaga w kombinacji z twoja swieza kuchnia =
    cud na polskiej wsi 😀

  3. Dzisiaj trafiłam na tego bloga, jest tu zdrowo, estetycznie i smacznie.. a do tego fascynująco! Wspaniała inicjatywa, miejsce wydaje się klimatyczne i cudne, z chęcią bym poczytała/pooglądała więcej relacji.
    Do tego widzę wspólną pasję jeździecką, miło, pewnie też w jakimś przyjaznym pro-naturalnym wydaniu? 🙂

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji planów!

    1. Witaj Karo,
      Obecnie w Lebiedziach jeszcze zimowo i nic tam nie robimy, ale jak tylko się ociepli planujemy wielki powrót.
      Pasja jeździecka jest nadal i kwitnie, w klasyczny wydaniu, ale z uwzględnieniem naturlanych metod i psychologii treningu 🙂
      Również gorąco pozdrawiam i powodzenia w Twoich pasjach!!! 🙂

  4. Cos przepieknego ! cudowne miejsce i proces odkrywania…masz duzo szczescia posiadajac taki skarb ! powodzenia w dalszej pracy i wytrwalosci zycze z calego serca 🙂

  5. Domek magiczny 😉 ma na pewno swoją duszę. Blog świetny – przepisy przepyszne! pozdrawiam

  6. Masakra, ile pracy, miłości i cierpliwości musieliście włożyć w ten dom. Czekam na fotki ze środka :)) Pozdrawiam serdecznie, jestem tutaj pierwszy raz. Fajowy blog 🙂

  7. Jeeejku, cudownie ! Zupełnie przypadkowo trafiłam dzisiaj na Twojego bloga, szczerze mówiąc nie zdążyłam jeszcze przeczytać żadnego przepisu, a już trafiłam na wzmiankę o koniach i renowacji domu. Jako totalna ‚koniara’, właścicielka najlepszego rumaka pod słońcem i od pół roku też weganka, oficjalnie zazdroszczę Ci domu 😉 Trzymam kciucki za remont, czekam na wieści z pola bitwy i obiecuję wpadać częściej 🙂 A tymczasem poszukam inspiracji na następny obiad.
    Pozdrawiam, Aga 😉

    1. Witaj Aga!!! Cudownie, że trafiłaś na bloga – zapraszam częściej! Koniarze i inne świry – łączcie się!!! Powodzenia na wegańskiej ścieżce 🙂

  8. Ależ piękne zdjęcia. Oddają absolutne piękno i metamorfozę domu. Ależ fantastyczne miejsce sobie znalazłaś !!! Powodzenia i duuuużo radości z życia w tak klimatycznym otoczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *