Po co Ci ten koń???

No właśnie, po co Ci on? Dziś trochę inaczej niż zwykle, bo mam wielką potrzebę wypisania się o koniach i jeździectwie i w ogóle od jakiegoś czasu zauważam duże zmiany w moim wewnętrznym życiu i podejściu do świata. Zmieniam się, aaaa!!! Jakie wspaniałe to uczucie :).

Jak dobrze policzę to okazuje się, że jestem blisko koni już prawie 13 lat! Wow, kawał czasu, kawał życia. Były wzloty i upadki, różne podejścia do tematu, oczywiście też końskie dramaty, upadki i zachwyty. Karuzela emocji i zdarzeń. Jakieś 7 lat temu kupiłam konia, pięknego wałaszka Histillo. Miał wtedy 6 lat, a ja znałam go od źrebaka. Od zawsze był uroczy i piękny i miałam do niego sentyment. Gdy zdecydowałam, że kupuję konia, a on był dostępny, nie miałam wątpliwości, że jego powinnam mieć.  Niesamowite doświadczenie, z dnia na dzień duża odpowiedzialność, konieczność zmierzenia się ze swoimi lękami, pracy nad charakterem i ciałem oczywiście. Wiele przeszliśmy przez ten czas, czasem byłam bardziej obecna, czasem też udawałam to jeździectwo. Bywało tak, że spędzałam w stajni każdą wolną chwilę, ćwiczyłam z trenerką po 4 razy w tygodniu, bywało też tak, że wpadałam na chwilę, jak po ogień, albo prosiłam innych o pomoc. I oczywiście nie raz myślałam, żeby rzucić te konie w cholerę, ale potem znowu okazywało się, że to nie jest chwilowe hobby, tylko moje życie. Z perspektywy czasu widzę, że te wszystkie doświadczenia były bardzo potrzebne, bo tym bardziej doceniam tu i teraz. Właśnie wróciłam ze stajni, popracowaliśmy oboje porządnie, Histek dostał przedtreningowy i potreningowy masaż, smakołyk na ciepło i sporo głaskania. W zamian dostałam fantastyczną jazdę i kilka chwil, gdy czułam się jak królowa angielska ;).

Konie i jeździectwo mogą wyglądać różnie, dla niektórych to na pewno niezły lans (konia i siebie można wyjątkowo odpicować, półki sklepów jeździeckich uginają się od nowych kolekcji sprzętu i ubrań do jazdy), dla innych sport, zawody, puchary i kotyliony, jeszcze inni świetnie się z końmi relaksują, jeżdżąc po okolicznych polach i lasach.

A dla mnie to zawsze była przede wszystkim praca nad charakterem i kontrolowanie ciała, a ostatnio częściej zauważam głęboką relację człowiek – koń. Bo koń (przynajmniej mój) wyczuje wszystko i w ciele i w głowie, i jest moim lustrem. Próżno oczekiwać cudów, jeśli wsiadam zdekoncentrowana, zestresowana, myśląc o tysiącu innych rzeczy, zamiast o chwili obecnej. W takich sytuacjach zazwyczaj jest beznadziejnie. Z drugiej strony, kiedy daję uważność, czas, spokój i opanowanie – jazdy i treningi oddają mi tyyyyle energii, że góry mogę przenosić. Po drugie jazda konna, jak nic innego zmusza mnie do pracy nad swoim ciałem, ważny jest każdy centymetr i gram, równowaga, opanowanie i oddzielenie poszczególnych części ciała. Kto nie jeździł, może sobie tylko wyobrazić, jak wspaniale wymagający może być to sport. Ręce, nogi, łydki, kolana, biodra, kości kulszowe – wszystko pod kontrolą, a zarazem każda część ciała oddziałuje oddzielnie. Fascynujące? O tak! Konie i joga to przy takim podejściu duet idealny, bo im bardziej znasz siebie, im więcej jesteś w stanie kontrolować i rozluźnić, tym lepszym  jesteś jeźdźcem.

Niedawno przeżyłam sporo końskiego stresu, bo okazało się, że Histek cierpi na łagodną (na szczęście) astmę, a to niestety przypadłość na całe życie. Było mi ciężko przetrzymać okres pokasływania, badań, diagnozy, niepewności i przestawienia się na nowe myślenie i działanie. Teraz na szczęście jest ok, choroba zaleczona, koń w formie i humorze bez zarzutu. Szukamy nowego domu, takiego mam nadzieję na stałe, w którym dobrze będzie mu się oddychało. Paradoksalnie (albo i nie) przez ten czas zdałam sobie sprawę, jak ważna to część mojego życia i doceniłam stajenne chwile bardziej. Trzymajcie kciuki za poszukiwania, a tymczasem wrzucam kilka najlepszych zdjęć mojego Misia.