Pierwszy domowy makaron

Piękny dzień moich 35 urodzin świętowałam bawiąc się z domowym makaronem. Plucha i zimno, ale ten grudzień da się przeżyć, bo w mojej rodzinie jest bardzo dużo świętujących w tym miesiącu, a oprócz tortów i szampana można zupełnie nie ukradkiem rozświetlić dom gwiazdkami, złotymi łosiami i przeróżnymi świecidełkami.

Zamarzyło mi się, że zrobię od razu zielony makaron, ale gdy to przemyślałam postanowiłam zostać na początek przy tradycyjnej wersji. Oczywiście nie zabrałabym się za to, gdybym miała gnieść ciasto własnoręcznie. Niestety nigdy nie nabyłam tej umiejętności i nie porywam się ani na ciasto drożdżowe, ani tym bardziej na to bez drożdży. Ale mój niezawodny przyjaciel thermomix i tutaj przyszedł mi z pomocą. Dobrze, że nie widzieliście, co się działo potem, nie można nazwać tego wielką wprawą, ale mimo to makaron wyszedł pyszny. Aż strach pomyśleć jaki będzie, jak trochę poćwiczę.

Nie mam odwagi napisać porządnego przepisu na ten makaron, ale może komuś z Was przyda się kilka wskazówek do tego, jak się za to zabrać, przy użyciu podobnego urządzenia.

  1. Na około 4 porcje użyłam około 350 g mąki orkiszowej, jasnej, 50g oliwy z oliwek i około szklankę wody.
  2. Mąkę zmieszałam z oliwą i częścią wody i wyrabiałam w thermomixie kilka minut, co jakiś czas sprawdzając czy nie trzeba dodać wody.
  3. W sumie ciasto wyrabiałam około 6-7 minut (czyli jak na thermomix bardzo dużo), ale wyszłam z założenia, że nie może być za dobrze wyrobione 😉
  4. Nie było. Wyszło cudownie delikatne i można było je łatwo wałkować.
  5. Podzieliłam je na dwie części i każdą rozwałkowałam na cienki (następnym razem będzie cieńszy) placek. Koniecznie trzeba użyć dużo mąki do posypania stolnicy i placka, żeby nic nie przywarło.
  6. Placki podsuszyły się na ściereczce (około 1 godziny).
  7. Każdy obsypałam dodatkową ilością mąki i zwinęłam w luźny rulon, który pokroiłam w około centymetrowej szerokości paski.
  8. Paski makaronu suszyłam na drucianych wieszakach przez kilka godzin, aż przyszedł czas na kolację.
  9. Gotowałam je około 5-7 minut w nieosolonej wodzie z dodatkiem oliwy, żeby się nie posklejały. Podałam od razu po ugotowaniu z szpinakowo – pomidorowo – nasiennym dressingiem.

Dodatki do mojego makaronu

  • garść podprażonych nasion słonecznika
  • garść podprażonych migdałów (w całości)
  • kilka suszonych pomidorów pokrojonych w paski
  • opakowanie świeżego szpinaku
  • kilka łyżek oliwy z oliwek
  • sól, świeżo zmielony pieprz
  1. Nasiona i migdały prażyłam na złoty kolor na patelni, gdy były gotowe
  2. Dodałam pomidory i szpinak
  3. Polałam oliwą i podgrzewałam mieszając przez 3-4 minuty, tak aby szpinak pozostał półsurowy

Mimo pewnych trudności wyszedł naprawdę dobry, a przede wszystkim przyniósł mi dużo radości. Fajnie jest robić coś kompletnie nowego, nawet jeśli to obiektywnie nie jest rzecz odkrywcza. Poza tym nie utrudziłam się specjalnie, a dodatkowo zrobiłam sporo frajdy mojemu Tadkowi, który co chwilę krzyczał „maniania” pokazując na wieszakową konstrukcję. Teraz już wie, że makaronu nie bierze się tylko z paczki :). Jemu też smakowało. A tak na marginesie zobaczcie jaki piękny talerz do serwowania makaronu!!! <3 To jeden z urodzinowych prezentów! Ach!!!