Wiosenny cukrowy detoks

Powiało wiosną! Czy Wy też kochacie ten  pierwszy wiosenny zapach, jak już rozwieje cały smog i czuć cieplejszy wiatr? Nie mówiąc już o tym, gdy robi się pierwszy raz ciepło. Mnie to słońce i temperatura uskrzydla niesamowicie. Od razu mam ochotę działać, zrzucić wszelkie zimowe kożuchy, niechciejskie niedoróbki, zacząć nowe, wyjść ze szpadlem do ogrodu, porządnie pogalopować, zrewidować domowe porządki, pozbyć się zbędnych rzeczy z szaf, pomalować paznokcie. I nagle okazuje się, że ta energia jest w środku i tylko tyle, choć i aż tyle trzeba było, aby ją wydobyć. Słońca! Choć następnego dnia rano okazuje się, że jeszcze chwilę musimy poczekać, żeby zagościło na dobre, bo, jak wiadomo w marcu, jak w garncu, to i tak jest cudownie.

Czy u Was też klarują się jakieś wiosenne plany? Ja zacieram ręce, bo w tym roku oprócz tradycyjnego ogródka posadzę kilka drzewek. Też polecam, szczególnie w dzisiejszych, trudnych dla nich czasach. To plan na wiosnę nr 1.

Ale jest też temat kolejny, w którym może Vegeluv mi pomoże. Nie wiem czy wiecie, że młode (haha!) mamy mogą mieć naprawdę wilczy apetyt. Ja właśnie do takich należę. Łatwiej mnie ubrać niż wyżywić, a fakt, że mimo to jestem obecnie w najmniejszym rozmiarze ever nie każe się opamiętać :). O ile jest to ok zupełnie w tematach śniadaniowo – obiadowych, o tyle temat słodkości trochę mnie już irytuje. Bo przyznam szczerze, że zdarza mi się jeść słodycze, co do których składu nie mam pewności, poza tym wiem, że pochłaniam bezwartościowy cukier i mnóstwo bielonej mąki. Życie powiecie. Ale właśnie wiosennie postanawiam wyjść z tego zaklętego kręgu i zaplanowałam, że baczniej przyjrzę się tej stronie mojej diety i kuchni. Od dziś zatem słodycze głównie domowe, no może oprócz bakaliowych batonów. Te można! Odkurzę zatem moje zapomniane blogowe przepisy i może wymyślę coś nowego, kto wie?

Na początek dziś wchłonęłam resztkę mojego śliwkowego brownie z cukrem kokosowym (nic specjalnego, więc przepisu nie zamieszczam) i pudding z chia (filiżanka delikatnego mleka kokosowego Real Thai i 1,5 łyżki nasion chia) z łyżką pasteryzowanych antonówek niesłodzonych, od Mamy i łyżką syropu daktylowego eko. Jeśli jeszcze nie robiliście takiego puddingu to więcej o nim pisałam w tym poście o rabarbarze. Było pyszne i zaskakujący to był deser, bo dojadłam go po Tadku. Tadek jest baaardzooo wybrednym smakoszem i sporo trzeba po nim dojadać.

I jeszcze jedno okrycie godne nowego tygodnia. Błahe powiecie, ale dla mnie dużo zmieniło. Od zarania jestem wielbicielem ciepłych naparów, herbat, ziół, itp. Po prostu muszę coś ciepłego cały dzień popijać i już. Od kiedy karmię raczej muszę wystrzegać się mojej ulubionej mięty, szałwi nie tykam, czystek od początków ciąży mnie odrzucał i dotąd do niego się nie przekonałam, herbat czarnych, zielonych i białych też raczej unikam, bo dzienną dozwoloną dawkę kofeiny w 100% przeznaczam na poranną kawę. To przecież celebracja i rytuał sam w sobie, u Was pewnie też. Pozostaje zatem o wiele mniejszy wybór ulubionych gorących naparów: lipa, kawa zbożowa i owocowe herbatki. I tutaj niespodzianka, pyszny, czerwony rooibos, czyli herbatka z czerwonokrzewu, uprawiana w RPA jest zupełnie bezkofeinowy / nie zawiera też teiny. Można go bezpiecznie pić podczas karmienia, przed snem i podawać dzieciom. Z dobrych wiadomości – zawiera też sporo przeciwutleniaczy, wspomaga odporność i łagodnie wspomaga układ pokarmowy. A że pyszny jest to pewnie wiecie. Nic, tylko parzyć.

Na zdjęciach prezentuję mój dzisiejszy rooibos w pięknym, miętowym komplecie do Dajar HoReCa, co stanowi idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym – pysznej herbatki w pięknej ceramice i dobrego tematu do zdjęcia. A wiecie jak zrobiłam to foto? XXI wiek normalnie! Jako znany ignorant większości technicznych nowinek przez chyba już 3 lata nie ogarnęłam, że mój aparat ma opcję WiFi. W sumie, co ma WiFi do robienia zdjęć jedzenia, no nie? A tu niespodzianka, wczoraj mój chłopak zainstalował mi w telefonie apkę, która umożliwia zdalne sterowanie aparatem!?!?! Mogę z poziomu telefonu ustawić miejsce łapania ostrości, zmienić czas, przesłonę, ISO. Genialne. Przetestowałam i naprawdę to ułatwia! Nowinki bywają dobre :D.

cukrowy detoks vegeluv

cukrowy detoks vegeluv

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *