Wegański łosoś z marchwi, czy to możliwe?

Muszę przyznać, że na przedwiośniu w tym roku jestem dość wycieńczona. Niedospanie i brak słońca naprawdę mi doskwiera. Choć staram się jeść dobrze i urozmaicać menu, dorzucam witaminy i spirulinę, wyciskam mleko z migdałów i konopii, to często zmęczenie bierze górę. Obowiązkowo codziennie znajduję czas na jogę, rozciąganie i kilka ćwiczeń, czasem uda się zrobić dłuższy trening, po którym czuję, że osłabłam. Mimo, że moje bicepsy nigdy nie były tak mocne, jak teraz – Tadek waży już kilkanaście kilogramów, to jednak daleko mi do formy życia. Trudno się dziwić, przez dobrych kilka lat ćwiczyłam po 6-10 godzin w tygodniu, a były to porządne workouty bez oszukiwania. Co tu zrobić? Chyba pozostaje mi przeczekanie, bo nie chcę nic zmieniać w mojej obecnej codzienności. Naturalnie złożyło się, że przyjęłam model ekologicznego macierzyństwa – podobno tak to się nazywa, gdy długo karmi się piersią, zajmuje potomkiem bez niań, wspólnie śpi i stale jest. To wspaniałe doświadczenie, zresztą nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej i tego zmęczenia jest warte w 100%. W domowe i mamine obowiązki próbuję wplatać sesje, artykuły, kulinarne eksperymenty. Zazwyczaj, aparat dobywam, kiedy Tadek śpi, to trochę jak walka z czasem, ale mam nadzieję, że wkrótce będzie można mu wytłumaczyć, że statyw i ceramika to nie są najfajniejsze zabawki dla dzieci.

Po dłuższej przerwie wracam intensywniej do jeździectwa. Jasne, nie będzie to żaden wyczyn, ale od marca wsiadam już 2 razy w tygodniu choćby się waliło i paliło. Ta godzina skupienia, koncentracji, wczucia się w siebie i zwierzę daje mi teraz tak niesamowitego kopa, nakręca na godziny i dni nawet, zapewne pomoże i w przemęczeniu ;). Główkowanie nad logistyką to przy tym pestka, bo teraz, gdy czas się skurczył, minuty w siodle stały się bezcenne. Histek na każdej randce okazuje się idealnym partnerem. Swoją drogą to niesamowite, że para koń-jeździec tak się może dobrać, poniekąd przypadkiem, że wszystkie cechy charakteru pasują. Hisio jest oazą spokoju, choć w niektórych sytuacjach nie można mu odmówić uporu. Daje mi ogromną pewność siebie i wycisza emocje. Tylko wtedy, gdy wiem, czego wymagam i precyzyjnie mu to przekazuję, da sobą powodować. W przeciwnym wypadku sprytnie obija się i udaje zaangażowanie tak, że z ziemi czasem trudno to dostrzec.

Poszukiwałam ostatni nowych, ciekawych wegańskich połączeń, do testów, jako inspiracji i witaminowego, przedwiosennego kopa. Jak się okazuje duża część zachodnich blogów szaleje na punkcie wegańskiego wędzonego łososia (?!?). Pierwsze wrażenie to było wielkie wow!, pomyślałam, że to naprawdę coś i warto wypróbować. Potem przejrzałam kilka przepisów i powiem szczerze entuzjazm opadł. Większość z nich zawierała aromat dymu wędzarniczego (można się było tego spodziewać), a ja nie planuję używać sztucznych, a nawet naturalnych aromatów w kuchni, a tym bardziej zachęcać do tego. Nic w tym zdrowego. Inne przepisy składały się z mieszanek przypraw, których w Polsce nie ma, dlatego postanowiłam zrobić marchewkowego łososia po swojemu. I  finalnie jestem bardzo zadowolona, słoik już prawie pusty i muszę zrobić go ponownie. Nie nazwałabym tej przystawki łososiem, bo wędzony nie jest, ale faktycznie suszone glony dodają marchewce morskiego aromatu (jeśli chcecie, aby był bardziej wyraźny dodajcie ich więcej), a przy tym sporo cennych minerałów. Marchew jest idealnie jedwabista, świetnie nadaje się na poranne kanapki z twarożkiem (mój przepis już wkrótce!). Pasuje do kiszonych ogórków, kiełków, dojrzałego avocado. I najważniejsze – przygotowanie nie jest skomplikowane i trwa trochę dłużej niż obieranie marchwi. Spróbujcie.

Składniki na słoik ok 300ml:

  • 5 marchwi
  • 2 płatki glonów nori
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej
  • 5-7 łyżek oleju rzepakowego
  • 2-3 łyżki sosu tamari (albo sojowego)

Sposób przygotowania:

  1. Marchew obierz i umyj, a następnie używając obieraka pokrój w cienkie plasterki. Możesz też użyć mandoliny, albo innej tarki, ważne, żeby plastry były naprawdę cieniutkie.
  2. W młynku do kawy zmiel pokruszone glony, rozmaryn, tymianek i sól.
  3. Dużą blachę wyłóż folią aluminiową, albo papierem do pieczenia. Na całej rozłóż plastry marchewki.
  4. Posyp równomiernie zmielonymi przyprawami. Polej olejem i skrop sosem tamari.
  5. Całość przykryj drugą warstwą folii i dokładnie zagnij rogi, tak, aby marchew nie wyschła.
  6. Zamiast folii możesz też użyć rękawa do pieczenia.
  7. Piecz w 180 stopniach przez około 30 minut.
  8. Przełóż do słoika, skrop dodatkowo olejem, odrobiną sosu tamari i posyp szczyptą gruboziarnistej soli .
  9. Ostudź i odstaw do lodówki na minimum dwa dni.
  10. Podawaj jako vege przystawkę, albo na kanapkach.
  11. Marchew świetnie komponuje się z kiełkami, wegańskim twarożkiem, świeżym koperkiem, papryką, rzodkiewką.

vegeluv wegański łosoś

vegeluv wegański łosoś

vegeluv wegański łosoś

vegeluv wegański łosoś

vegeluv wegański łosoś