Deszczowy wtorek i blogowe postanowienia

Sierpień już prawie w połowie, lato ucieka szybko, co jeszcze bardziej skłania mnie do celebrowania jego każdego kawałeczka. Od kiedy jestem mamą Tadzika do niczego się na dłużej nie przywiązuję i łatwiej mi zaakceptować i czerpać radość z ciągłej zmiany nas i świata wokół. Mały zmienia się każdego dnia, to dzieje się tak szybko, że chciałoby się zatrzymać każdą chwilę, a nie można. Można tylko cieszyć tym oczy i być coraz bardziej wdzięcznym. Ewentualnie próbować uwiecznić chwile okiem obiektywu, ale sami wiecie, że to nikła namiastka prawdziwych cudownych momentów.

Tak, jak Tadzio, tak i ja i mój blog się powoli zmienia i przepoczwarza. Nadal jest głównie miejscem do dzielenia się kulinarnymi, wegańskimi eksperymentami, ale też coraz częściej tutaj pokazuję moje fotograficzne kroki, piszę co myślę i co mi się podoba. Na to co mi się nie podoba nie będziemy tracić czasu!

Zmieniłam dziś kategorię „opinie” na „lifestyle” – to będzie bardziej dla Was czytelne. W tej kategorii znajdą się historie miejskiej ogrodniczki, gospodyni na Lebiedziach, recenzje produktów i książek, relacje z podróży i szeroko rozumiane punkty widzenia. Dodałam też do bloga stronę z listą moich publikacji. To bardzo mnie ucieszyło, bo jak się okazuje, trochę się ich nazbierało i fajnie wyglądają razem. Już wkrótce nowe publikacje – trzymajcie kciuki!

Blog ma już 3,5 roku – zakładając go nie myślałam, że tak to się potoczy. Miłe zaskoczenie, dużo mieszania łyżką za mną, dużo ciekawych ludzi poznałam właśnie dzięki Vegeluv, zrobiłam też setki zdjęć – lepszych, gorszych, a czasem naprawdę kiepskich ;). Idziemy naprzód, a fotografia to coś, na czym mi bardzo zależy.

W najbliższych dnia pojawią się tu: recenzja dwóch bardzo ciekawych książek, najprostszy pasztet słonecznikowy i coś ekstra – bezglutenowe kruche babeczki z galaretką z papierówek! Jeśli interesuje Was jakiś okołowegański temat – piszcie śmiało, albo zostawiajcie komentarze. Chętnie się z nim zmierzę.

Zachęcam też do śledzenia bloga. Wpisujecie swój adres mailowy i na niego otrzymujecie powiadomienia o nowych wpisach. I nic więcej – tylko informacja, żadnego spamowania :).

A na koniec historia o tym jak odkryłam łatwy sposób na doświadczenie prawdziwej wolności. Jest tak prosty, że wypróbować go może każdy, daje też praktycznie natychmiastowe efekty. Przestawiam ostatnio dość często meble w sypialni i po kolejnej zmianie okazało się, że nie mam miejsca na ładowarkę do mojego telefonu. Przełożyłam ją do kuchennego gniazdka i telefon zaczęłam zostawiać na nocne ładowanie w kuchni. I wiecie co? Tym jednym posunięciem sypialnia okazała się prawdziwą oazą spokoju, gdzie oprócz odpoczynku i nocnego karmienia czeka na mnie np. książka. Wstając w nocy nie sprawdzam na telefonie która godzina (bo i po co?), przed snem nie scrolluję bezsensownie ściany Facebooka (choćby przez 5 minut), nie śledzę nieistotnych dla mnie rzeczy, a czytanie artykułów w sieci i oglądanie inspirujących zdjęć zostawiam sobie na dzień. Kilka minut przed snem zamiast na zerkanie na jeszcze tysiąc istotnych spraw przeznaczam na wzięcie kilku głębokich, świadomych oddechów i rozluźnienie. Oczy są wdzięczne i to uczucie wolności, kiedy po przebudzeniu łagodnie wchodzę w nowy dzień i odruchowo nie sięgam po telefon – jest bezcenne!

IMG_2657-Edit