Dlaczego jem algi? UWAGA: KONKURS!!!

Ciężko jest z niemowlakiem upiec buraczane chipsy, bo prędzej czy później i tak się spalą… 😉 Dlatego zanim uda mi się ta niewątpliwa sztuka przedstawiam post o algach.

Od dłuższego czasu, a regularnie od czasu ciąży, suplementuję moją codzienną dietę w algi morskie. Było to raczej ogólne przekonanie, że to dobre dla mojego ciała, ale nigdy nie wgryzałam się w ten temat w szczegółach. Do teraz – kiedy skontaktowała się ze mną firma Alg-Borje – szwedzki producent preparatów i kosmetyków na bazie naturalnych (nie hodowlanych) alg z najczystszych wód Islandii.

Wodorosty to wzmacnianie odporności, witalności, usuwanie toksyn, dowitaminizowanie i pomoc w utrzymaniu prawidłowej wagi. To wiedzieć na pewno warto.

Obecnie przeprowadzam na sobie i mojej mamie test dwóch z nich: Algtabletter (silnie oczyszczający i odżywiający organizm produkt z alg brunatnych i morszczynu) i Matsmaltnings (naturalnie usprawniający trawienie produkt na bazie alg, błonnika z żywicy drzewa akacjowego i przypraw korzennych). Nasze odczucia i efekty kuracji opublikuję w kolejnym algowym poście. Dziś za to chciałam zachęcić Was do zgłębienia kilku faktów dotyczących wodorostów (na dole wpisu wklejam ciekawy artykuł), a przede wszystkim zachęcić do wzięcia udziału w PIERWSZYM NA MOIM BLOGU KONKURSIE!!!
Oto on:

Piszcie w komentarzach pod tym postem, albo w prywatnym mailu do mnie (klik) :

Jakie Wy macie sposoby na uzupełnianie codziennego jadłospisu? Jakie super zdrowe produkty włączacie do posiłków, w jakiej formie? Czy stawiacie na nowinki, czy macie swoje stare, sprawdzone metody suplementacji? Czy wolicie orientalne super jedzenie czy może takie, które wyrosło na naszej ziemi?

Wystarczy krótki e-mail / komentarz, nie trzeba pisać eseju. Najciekawszy wpis, jak na prawdziwy konkurs przystało zostanie NAGRODZONY, a wiedzę i pomysły zdobyte od Was zbiorę i podsumuję rozstrzygając konkurs.

Zachęcam do wzięcia udziału tym bardziej ze względu na bardzo atrakcyjną nagrodę – jedwabisty, wygładzający zmarszczki krem do twarzy na dzień i na noc na bazie alg z Morza Północnego i tłoczonych na zimno tłuszczy.

Zwycięzca otrzyma krem razem z porządną eko-torbą. Zabawa rusza dziś, a rozstrzygnięcie w przyszłym tygodniu – jeszcze przed Wielkanocą.alg-borje_algi_konkurs6

Jeśli chcecie więcej, dla bardziej wnikliwych mam na koniec ciekawy artykuł.


METALE CIĘŻKIE W ORGANIZMIE I ALGI W POŻYWIENIU

Tłumaczenie artykułu: Av fil. Dr. Göran Michanek „Heavy metals in the body and algae in the food” 

„Powszechnie wiadomo, że algi mogą wiązać się z metalami ciężkimi. Wiadomo również, że nawet niewielka ilość alg w pożywieniu pomoże naszym organizmom uodpornić się na działanie metali ciężkich, których spożycie wciąż wzrasta. Spożywamy np. ołów ze spalin w roślinach, które rosły przy drodze, a nawet kadm i rtęć w kiełkach nawożonych szlamem z oczyszczalni.
Powyższe nie ulega wątpliwościom. Jednak bardzo często zostawiamy bez odpowiedzi lub odpowiadamy błędnie na dwa podstawowe pytania. Pierwsze to skoro algi brunatne zawierają alginaty, a krasnorosty agar i karagen, które doskonale wiążą metale ciężkie – czy nie wiążą tych metali jeszcze w morzu? Tam przecież znajdują się wszystkie pierwiastki. Czy spożywając algi nie ryzykujemy spożycia większej ilości metali ciężkich niż jedząc rośliny lądowe wyhodowane bez substancji trujących? Tak, oczywiście, że algi przyjmują substancje z otoczenia, czasami bardziej niż rośliny lądowe. Ale metale ciężkie wiążą się w taki sposób, że raz związane nie mają możliwości odłączenia się, a więc nie przenikają ścianek jelita i nie są przyswajane przez organizm. Co więcej, algi mogą zawsze, nawet jeśli zawierają więcej metali ciężkich w porównaniu z innymi produktami spożywczymi, wciąż wiązać się z metalami ciężkimi, które zalegają w treści jelitowej.
Zawarte w algach koloidy (nazwa zbiorcza galaretowatych substancji, które są odpowiednikiem celulozy w roślinach lądowych) z definicji zaliczane są do błonnika spożywczego, jednak nie ulegają trawieniu przez enzymy w naszym organizmie. Metale zawarte w algach mogą się uwolnić, jeśli koloidy w algach uległyby strawieniu lub rozpadowi w jakikolwiek inny sposób. Jeśli spalimy próbkę alg pochodzących z wód zanieczyszczonych i poddamy popiół analizie, znajdziemy duże ilości m.in. ołowiu i arszeniku. Podczas analizy tabletek zawierających algi ta metoda badawcza spowodowała wiele problemów. Jednak z biologicznego punktu widzenia, taka analiza jest całkowicie bez znaczenia, ponieważ substancja aktywna, czyli związek wiążący ołów i arszenik, przestała istnieć po spaleniu. Tabletki zawierające algi związałyby metale ciężkie zalegające w jelitach nawet, jeśli po spaleniu zamieniają się w toksyczny popiół. W innym kontekście możemy rozumować też w następujący sposób: popularny w Skandynawii obornik z wodorostów to nawóz bogaty w pożyteczne substancje dzięki właściwościom absorbującym wodę, a jednocześnie doskonały środek do uzdatniania gleby. Ale jeśli rozrzucimy algi, wodorosty albo glony bezpośrednio na grządki i pola, koloidy ulegną rozpadowi, a metale ciężkie uwolnieniu. Wniosek z tego, że wodorosty do obornika powinniśmy zbierać w miejscach wolnych od zanieczyszczeń. Nie można ich zbierać w gęsto zaludnionych miejscach, czy w pobliżu działających, a nawet zamkniętych elektrowni atomowych. Nie nadają się też algi rosnące w pobliżu miejsc, w których doszło do wycieku przemysłowego lub wycieku nieczystości kanalizacyjnych.
W lokalnej stacji radiowej w Göteborgu omawiano jakiś czas temu jeszcze ciekawszą kwestię. Podobno alginaty nie tylko chronią nas przed metalami ciężkimi zalegającymi w treści pokarmowej  jelit, ale również od metali ciężkich zawartych w krwi i układzie kostnym, np. przed radioaktywnym izotopem strontu 90, który w dużych ilościach tworzy się przy każdym wybuchu jądrowym.
Zaproszony na rozmowę fizyk przedłożył jednak argument, że alginaty nie ulegają rozpadowi. Nie mogą zatem przedostać się do krwi ani układu kostnego, gdzie odkłada się izotop strontu, i gdzie ma miejsce rakotwórcze promieniowanie. Rozumowanie jest słuszne,a jak jest naprawdę – tego nikt nie wiedzą laicy nieobeznani z fachową literaturą przedmiotu. Prawda znana jest jednak od ponad 20 lat, kiedy to jeszcze dopuszczalne były badania przeprowadzane na zwierzętach. Zwierzętom podawano dożylnie radioaktywny stront, nie miała więc znaczenia treść jelitowa. Ilość strontu w układzie kostnym zmniejszyła się o 80% u kotów przyjmujących dodatek alg w karmie w porównaniu do osobników, które nie przyjmowały suplementu. Działo się to ponieważ izotopy odkładane w układzie kostnym codziennie wydalane są w mikroskopijnych ilościach do krwi. Krew doprowadzana jest do jelit wraz ze śliną, sokami żołądkowymi, sokami trawiennymi i innymi płynami, dzięki czemu treść jelita cienkiego uzyskuje formę płynną. Płyn wchłaniany jest ponownie w jelicie grubym, to samo dotyczy zawartych w płynie metali ciężkich. Ponowne wchłanianie jest na tyle efektywne, że organizm nie może sam pozbyć się złogów z układu szkieletowego, metale pozostają w obiegu zamkniętym. Sytuacja wygląda inaczej w przypadku spożycia alg. Alginaty wiążą te niewielkie ilości metali ciężkich, które dostały się do jelit wraz z krwią, dzięki czemu metale wydalane są w odchodach. Nie ma znaczenia, czy przyjmujemy algi w tabletkach, wyprodukowane fabrycznie alginaty, czy ręcznie zbierane „morskie warzywa” w postaci jadalnych wodorostów – rezultat będzie ten sam. Fikoliny zawarte w algach to jedyny sposób na oczyszczenie organizmu i treści jelitowej z metali ciężkich, występującej zarówno w powszechnej postaci trujących pierwiastków, jak i w jeszcze bardziej niebezpiecznej formie radioaktywnych izotopów.”