Jak pokonać kuchennego lenia – 5 sposobów

Czasem naprawdę się nie chce!

Załamanie pogody i zero chęci do gotowania? Skąd ja to znam. Moje nastawienie do całego zewnętrznego świata jest nierozerwalnie związane z aurą. Dziś przywitał mnie zimny deszcz, bardzo ciężko było rankiem zwlec się z łóżka i pojechać poprowadzić zajęcia. Poduszka domagała się, żeby jeszcze z nią zostać i głowa krążyła wokół bezsensownych i bezproduktywnych myśli: „Dlaczego?”, „Przecież to dopiero wrzesień?”, „A było tak pięknie…”. Na dodatek nerwowe poszukiwanie kaloszy!

Takie dni się zdarzają i jak zawsze i ze wszystkim – najtrudniej jest zacząć. Najczęściej z czasem okazuje się, że nie jest tak źle. Szczególnie na sali fitness – dziewczyny i wysiłek fizyczny zawsze poprawiają mi nastrój. Endorfiny to niezastąpiona rzecz!

Ale co zrobić, gdy taka niechęć ogarnia nas w porze obiadu? Gdy chętnie zjedlibyśmy coś dobrego i zdrowego, wegańskiego i pysznego – a chęci brak? Na takie sytuacje, jak praktycznie na wszystko można się dobrze przygotować. Trochę planowania zawartości lodówki i spiżarni, a szybkie przygotowanie posiłku nie będzie kłopotem, wielki głód nie zaskoczy nas i nie zmusi do spałaszowania opakowania lodów czy paczki chipsów ;).

vegeluv fotografia kulinarna1

5 sposobów na kuchennego lenia

  1. Miej w lodówce sezonowe warzywa.
    Nie chodzi o to, aby przechowywać tony jedzenia, które mogą się zmarnować. Ja staram się zawsze mieć 2-3 rodzaje warzyw, które szybko można poddusić, usmażyć, albo upiec. Najczęściej są to propozycje sezonowe i możliwe do przechowania przynajmniej przez kilka dni – obecnie zawsze jestem zaopatrzona w kilka kolorowych cebul, paprykę, cukinię, bakłażana. Wkrótce zapewne do gry wejdą różne dynie, ziemniaki, bataty i kapusty.
  2. Zadbaj o dobre oliwy / oleje.
    Staram się zawsze mieć dużą butelkę dobrej oliwy z oliwek (albo nierafinowanego oleju rzepakowego) i słoik nierafinowanego oleju kokosowego. Te propozycje są zupełnie dowolne i zależą od Waszego gustu. Ważne, aby były to tłuszcze dobrze komponujące się z wytrawnymi i słodkimi daniami. Dla mnie taka właśnie jest oliwa z oliwek i olej kokosowy. Inne oleje są zbyt wyraziste w smaku i (choć czasem nadają potrawom prawdziwy charakter) bywa, że psują te proste, codzienne posiłki. Oleje dyniowy, lniany, orzechowy, z avocado to oczywiście świetne dodatki do specyficznych dań, ale ja nigdy nie używam ich dużo – dlatego jeśli mam je w kuchni – to w niewielkich buteleczkach, aby nie zjełczały, a ich cenne właściwości nie wyparowały podczas miesięcy przechowywania.
  3. Strączki to genialne zapasy!
    Można je przechowywać naprawdę długo, atrakcyjnie wyglądają np. w pięknych szklanych słoikach. Mamy do dyspozycji cały arsenał różnych kolorowych fasolek, soczewicy i ciecierzycy. O ile część ze strączków należy przed przygotowaniem porządnie namoczyć, a potem jeszcze długo gotować (czyli nie nadają się do dzisiejszego zestawienia „gotowanie dla lenia”), o tyle np. fasolka Mung, żółta i czerwona soczewica to idealne propozycje na szybki obiad w mniej niż 30 minut! Nie trzeba ich moczyć, wystarczy wypłukać i gotować w wodzie lub wegańskim bulionie. Soczewice będą gotowe już po 15 minutach, fasolka Mung po około 30 minutach. Takie strączki wystarczy skomponować z ulubionym olejem, oliwą, albo (patrz punkt 4) mlekiem kokosowym i mamy gotową pożywną zupę, puree, krem. Najprostsze przyprawy do takich strączków to kurkuma, curry, trawa cytrynowa i garam masala.
  4. Mleko kokosowe – niezastąpiony dodatek praktycznie do wszystkiego.
    Mleko kokosowe jest moim żelaznym must have w kuchni. W wersji wytrawnej świetnie nadaje się do zagęszczenia wszelkich duszonych i gotowanych warzyw, zup, puree, a także do surówek warzywnych. Oprócz niezastąpionego smaku dodaje też tym daniom pożywności i wzbogaca w dobre kalorie. W wersjach słodkich świetnie łączy wszelkie kremowe desery (daktylowe, czekoladowe, orzechowe, bananowe, z dodatkiem dojrzałego avocado) i nie raz uratowało mnie w sytuacji, która wymagała zjedzenia „czegoś słodkiego”! Dobrze jest mieć zapas ulubionego mleka (moje to Real Thai – skład mleko kokosowe + woda), bo czasem zdarza się na szybko kupić to o bardzo chemicznym składzie i smaku – a to, jak zapewne wiecie – zrujnowało niejeden szybki obiad.
  5. Gdy wszystko zawiedzie – postaw na makaron.
    Nie ważne czy jemy gluten, czy go unikamy. Obecnie jest tak wiele propozycji różnych makaronów (z gryki, soi, ryżu, pszenicy, żyta, orkiszu, grochu), że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Makaron nie raz uratował mój obiad. Niezawodny w połączeniu z ulubioną oliwą, solą himalajską i wielkim, dojrzałym pomidorem, ale też z pesto, leczo z zimowych zapasów, albo ostatecznie na słodko z dojrzałym bananem, łyżką tahini, albo ulubioną konfiturą. 🙂

Dzisiejszy post ilustruję zdjęciami owoców zakupionych u przeuroczej babuni na Hali Wola.


Czy moja lista wydaję się Wam przydatna? Czy na blogach kulinarnych poszukujecie podobnych treści, o tym jak ułatwić sobie codzienne gotowanie, czy zaglądacie na nie wyłącznie po świeże przepisy? Bardzo mnie to ciekawi – zachęcam do komentowania i do usłyszenia wkrótce!

vegeluv fotografia kulinarna3

vegeluv fotografia kulinarna2

vegeluv fotografia kulinarna4